innowacyjna indyjska ściema po $35 za sztukę

innowacyjna indyjska ściema po $35 za sztukę

Już o tym wspominałem, że jeżeli gdzieś na świecie miałby powstać najtańszy tablet czy inne urządzenie elektroniczne, to raczej należy patrzeć w stronę Chin – właściwie to codziennie powstają tam najtańsze urządzenia, żadna sensacja.

Jednak – też o tym wspominałem, media i ludzie lubią sensację. Czy tablet z Androidem za 35 USD nie brzmi sensacyjnie? Brzmi jak cholera. Innowacja indyjskich inżynierów, ścisła współpraca z rządem (no chwali się, chwali…) i mamy najtańszy na świecie tablet. To nic, że jak się zastanowić, to koszty części itp. nie osiągnęły jeszcze nigdzie na świecie takiego poziomu – pewnie są ze 2 lub 3 razy wyższe – nadal. Ale oni jakąś innowację wprowadzili, więc im się udało ;-).

A guzik prawda! A okazuje się, że to indyjski rząd zakupił hurtowe ilości tabletu u chińskiego wytwórcy, po cenie wyższej niż $35, a następnie subsydiuje, a więc sprzedaje taniej – po te 35 dolarów właśnie. No po prostu genialna innowacja, wielu naukowców z Indii nad tym długo siedziało i móżdżyło. Gratuluję – Indiom, Hindusom, goniącym za sensacją, nierzetelnym mediom i konsumentom tychże mediów (smacznego).

Źródło informacji i zdjęcia: The Truth about $35 Android Tablet from Indian Government.

3 roboty na deskorolkach

3 roboty na deskorolkach

Powiedzmy, że pewnego dnia źli hakerzy wykrywają dziurę w przeglądarce zainstalowanej na Androidzie. Tworzą stronki wykorzystujące lukę, podają instrukcję jak taką stronkę stworzyć – publikują to w internecie.

Źli ludzie wykorzystują tę metodę na swoich stronach do przejęcia kontroli nad telefonami z Androidem – coś tam się po cichu instaluje, telefony zaczynają służyć jako zombi, a może wykonują jakieś połączenia/wysyłają SMSy nabijając użytkownikom rachunek, a operatorom strony – kiesę.

I co teraz? Co może zrobić Google aby ratować swój system? Opracowuje łatkę do Android OS i… prosi, przekonuje, błaga, modli się – aby producenci telefonów z Androidem łaskawie przygotowali i udostępnili użytkownikom nową, poprawioną (załataną) wersję systemu? A co z telefonami, które już aktualizacji mają nie dostać? Taki np. HTC Magic w Polsce – co z nim będzie w takim bardzo smutnym scenariuszu?

Podobno teraz jest problem – strony porno infekują telefony z Androidem malwarem! Taki bardzo restrykcyjny Apple ma prosto w takiej sytuacji – rozpoznaje zagrożenie i wydaje aktualizację systemu – do każdego użytkownika iOSa (iPhone’ów i reszty) taka aktualizacja dotrze od razu – przez scentralizowany punkt dystrybucji i pobierania nowych wersji systemu (ten znienawidzony iTunes)… A Androidy takie bezbronne i opuszczone… Bidulki.

A może się mylę – może jest na to jakiś sposób, tylko się po prostu nie znam, jakieś aktualizacje wybranych elementów systemu (np. przeglądarki) wysyłane i wymuszane przez Google? Chciałbym wiedzieć na czym stoję, w końcu teraz mam Androida. Strach wchodzić na pewne stronki, czy nie? A może antywirusa trzeba zainstalować? A myślałem, że antywirusy to tylko na pecetach i telefonach z Windows Mobile ;-).

Oczywiście podana wyżej przeglądarka to tylko jedna aplikacja systemowa, dziur w systemie może być znacznie więcej. Dziur, błędów itp. – leżących po stronie Google, w ich kodzie, a nie w części jaką każdy producent dostosowuje pod swoje telefony. Wydaje mi się, że ten model zarządzania i dystrybucji wersji systemu – zdecentralizowany jest zły. Przecież przykładowo – na pecetach jest jeden Windows, tak samo jest z grubsza jedna dystrybucja Linuxa (w ramach architektury – bo kompilują i optymalizują kod jądra pod architekturę), centralne źródło aktualizacji – czy z Androidem nie może być tak samo? Jeden system (być może wiele jego kompilacji dla różnych architektur/procesorów itp.), a dodatkowo wiele odpowiedników BIOSu i/lub sterowników do sprzętu (każdy producent ma swoje). Czy świat nie byłby prostszy i piękniejszy dla użytkowników, a może i samych producentów sprzętu oraz Google’a? To chyba da się zrealizować – przy odpowiedniej architekturze samego systemu Android…

my6sense na Androida wygląda bardzo dobrze!

my6sense na Androida wygląda bardzo dobrze!

Jak wiadomo jestem fanem aplikacji na telefony. Dla mnie nie liczą się smartfony, lecz tzw. AppPhone’y – czyli takie nowoczesne smartfony na które jest dostępnych wiele aplikacji, ciągle powstają nowe, a wszystkie dostępne z wygodnego Marketu.

Jako osoba używająca przez ostatnie 2 lata iPhone’a jestem pewnie zepsuty i rozpieszczony przez AppStore i mnogość bardzo dobrze wykonanych aplikacji dostępnych w tymże sklepie. Jest to jeden z moich głównych powodów do narzekań na Androida i Samsunga Galaxy S, na jakiego ostatnio się przesiadłem.

Tak jak jednak wspominałem – liczę na rozwój Androida jako systemu operacyjnego, że będzie coraz lepiej oraz że w sklepie Android Market będzie coraz więcej dobrych aplikacji.

Wydaje mi się, że faktycznie idzie ku lepszemu. Kilka dni temu pojawiła się gra Angry Birds na Androida. Nie lubię tej gry za bardzo, grałem trochę na iPhone, nie zrobiła na mnie wrażenia, znam lepsze, w które grałem znacznie więcej. Jednak to ważne, że wreszcie pojawiły się Angry Birds też na Androidzie, bo to aktualnie jedna z najbardziej popularnych gier. Wielki sukces, wielki zarobek dla twórców. I dobrze. Świetnie, że pokazują, że wchodzą na Androida, może dzięki temu inni developerzy dobrych aplikacji i gier z iPhone łatwiej przekonają się do tworzenia portów swoich gier i aplikacji na Androida, albo wręcz po prostu budowania nowych aplikacji tylko dla Androida.

No i właśnie mamy dziś my6sense na Androidzie. Aplikacja wygląda dobrze, używa jej się przyjemnie – oby więcej takich. Na razie jeszcze nie wszystko działa jak należy (to pierwsza wersja, więc spokojnie), wiesza się to, restartuje itp., ale instalując i uruchamiając tę aplikację na swoim androidowym sprzęcie nie wstydzę się za nią, że gorzej wygląda niż to co pamiętam z iPhone’a. Oby inni twórcy się też tak starali.

Nike+ na razie tylko na iPhone, szkoda

Nike+ na razie tylko na iPhone, szkoda

Na przykładzie tej aplikacji widać czemu tak ważne jest, aby ciągle powstawały nowe aplikacje, dlaczego AppPhone to coś więcej i coś lepszego. Pokrótce – nowy (?) sposób przeglądania strumieni informacyjnych – z RSSów, z Facebooka, Twittera i Google Buzza (to ostatnie sobie szczególnie chwalę jak duży fan Buzza!). Aplikacja ta ma się uczyć co jest dla użytkownika istotne i sortować mu wpisy z tych strumieni po ważności/odpowiedniości (ang. relevance). Wydaje się, że będzie wygodnie. Można by żyć bez tej aplikacji – oczywiście, ale jeżeli będzie ona dobrze robić to co obiecuje, to jednak używanie jej będzie znacznie wygodniejsze niż tradycyjne czytanie w czytniku RSS, oddzielnie z Facebooka, Twittera i Buzza – wszystko razem, najważniejsze na górze. Za jakiś czas ktoś wymyśli kolejną fajną aplikację. Nie chciałbym aby mnie ona ominęła, gdyż używam mniej popularnej platformy mobilnej, na którą twórcom nie chce się robić fajnych aplikacji. Może np. przekonają się twórcy Nike+ – świetnie wyglądającej aplikacji na iPhone? Bo na razie, z tego co wiemy: We have no word so far on when to expect Android, BlackBerry or other apps… Szkoda.

To nic, że gdy kupowałem iPhone’a, to o aplikacjach nie miałem pojęcia – chciałem tylko telefonu z dotykowym ekranem, dobrą przeglądarką i mailem, akcelerometrem, bez klawiatury na sliderze. Używając różnych aplikacji zrozumiałem jak wiele zastosowań może mieć ten gadżet, który noszę cały czas przy sobie, ile jeszcze może on dla mnie zrobić ciekawych rzeczy. Tak jak serwisy i programy na komputerze osobistym, tylko w jeszcze bardziej osobistym wymiarze.

No to powtórzę jeszcze raz – jeżeli chodzi o nowoczesne smartfony, to – parafrazując Clintona, chodzi o:

Aplikacje, głupcze!

tak wygląda w butelce

tak wygląda w butelce

Podczas tegorocznego urlopu w Kazimierzu i Nałęczowie miałem okazję pić Perłę Czarną Extra Strong (8%) – bo to okolice Lublina, więc lokalne piwko tam było (m. in. to). Tak jak być może wspominałem, a może i nie – zdziwiło mnie, że w lokalnych sklepach dużo mocnych piw stoi w lodówkach i na półkach – jakby więcej amatorów wyższych procentów? Niech to ktoś kompetentny przeanalizuje i podzieli się wnioskami ;-).

Wczoraj udało mi się dorwać ową Perłę w okolicach Warszawy – dokładnie Auchan w Piasecznie. Być może oznacza to, że niebawem będzie ona szerzej dostępna.

Polecam, warto spróbować, jeżeli ktoś lubi mocniejsze piwa. Oto zalety:

  1. Ciekawy smak – zdecydowanie inny niż zwykłej Perły.
  2. Pomimo swojej mocy nie wali od niej spirytusem, a to dość częsta przypadłość mocnych piw.
  3. Smakuje mojej żonie, więc być może smakuje kobietom – mimo swojej mocy – a więc może być alternatywą dla pseudopiwa Karmi. Jak ktoś myśli o zabraniu kobiety na piwo, to może być istotna zaleta, bo ja na przykład nie znoszę, jak w moim towarzystwie pije się pseudopiwa, uważając że się jest „na piwie” ;-).

Przypomnę może na koniec o jakich piwach już pisałem: Brackie Mastne (czyli „wypasione”), Żytnie (browar Konstancin), Miodne (browar Kormoran, te też dobre dla kobiet), Kasztelan niepasteryzowany vs pasteryzowany, Warnijskie (browar Kormoran, tzw. chleb w płynie), słowo o „Świeżym” (browar Kormoran, mocne co wali spirytem), Kaper (hej najemni korsarze, król Kazimierz Jagiellończyk wzywa!), Morawskie (niby wpis o Kasztelanie, ale wstęp o Morawskim).

Wpisy piwne zebrane są w kategorię „Piwo i okolice”, należy oczekiwać, że będzie się tych wpisów pojawiało więcej. W końcu człowiek nie wielbłąd – pić musi, a jak też staram się dbać o krzewienie kultury spożycia (od najmłodszych lat).

W najbliższym czasie planuję wpis jak to w 5 osób robiliśmy podwójnie ślepe testy piw koncernowych typu Warka, Żubr, Heineken, Łomża. Wyniki zadziwiły wszystkich! Na zachętę tylko napiszę – brak odczuwalnej różnicy pomiędzy Kasztelanem pasteryzowanym i niepasteryzowanym jest w świetle wyników tych testów zupełnie zrozumiały i oczywisty…

Pamiętajcie hasło: Koncernówkom (jak tirówkom) mówimy NIE!

Na szczęście są coraz popularniejsze piwa regionalne i oryginalne – jak ta Czarna Perła ;-).

Kolorową bitmapką brzydszych ikonek nie ukryjesz

Kolorową tapetą brzydszych ikonek nie ukryjesz

Uwaga: może zainteresuje Cię też – kolejny wpis z serii, tym razem o potencjalnym problemie z bezpieczeństwem związanym z brakiem scentralizowanej kontroli Google’a nad wersjami Androida, natomiast więcej o smartfonach i appfonach: w kategorii SmartPhone & AppPhone.

Jak już wiele razy (przy prawie każdej możliwej okazji, a nawet i bez okazji) żaliłem się na Buzzie – rozczarowany jestem po zmianie telefonu z iPhone 3G na Samsunga Galaxy S.

Moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne i pewnie oglądając filmy na YouTube, czy nawet testując przez chwilę Samsunga np. w salonie, można stwierdzić że to fajny telefon.

Bo to jest fajny telefon, ale są jeszcze fajniejsze. Ważne jest z czym go porównujemy. Jeżeli z jakąś Nokią, LG, innym Samsungiem, jakąkolwiek komórką bez nowoczesnego systemu operacyjnego, a nawet inną komórką z Androidem – to raczej będzie wypadał bardzo dobrze.

Sprzętowo jest to najmocniejsza komórka dostępna na naszym rynku, porównywalna z HTC Desire i iPhone 4. Jednak sprzęt bez dobrego oprogramowania jest bardzo słabo użyteczny. Zatem pomarudzę teraz na oprogramowanie, problemy sprzętowe Samsunga zostawię na koniec wpisu (tak, tak! są problemy – nie mniejsze niż w iPhone 4!). Czytaj resztę wpisu »

ZielonePudelko.pl - ratuj się kto może

ZielonePudelko.pl - ratuj się kto może

Czasem coś polecam i czasem odradzam. Dziś zdecydowanie dwa produkty, które odradzam!

Naciąłem się, okropne, uwaga, unikać, strata pieniędzy!

Co ciekawe – są to produkty zapakowane elegancko, nowocześnie, atrakcyjnie. Aż chce się uwierzyć, że to co narysowali czy napisali na opakowaniu to sprawdzi się w środku. Wielkie rozczarowanie.

Na stronie grześkowiaka (aż sobie założył domenę ZielonePudelko.pl na te swoje „surówki”) czytamy:

Zielone Pudełko.pl pozwoli Tobie być fit i jeść zdrowo wszędzie tam, gdzie akurat jesteś.

No między innymi takie kwiatki tam są. Otóż -jest się super fit, bo wszystko ląduje w śmietniku. Żona się dziś skusiła, a dowiedziałem się o tym sam, bo nie dała rady zjeść nawet połowy (choć się zawzięła, chyba chcąc być fit). Tak dokładnie to było to zielone pudełko z serem Feta i sosem Vinegret.

Tak jak domena ZielonePudelko.pl jest ściemą – przekierowuje do surowki.pl, tak samo pudełko też przekierowuje do kibla, a w najlepszym razie – śmietnika. Odruch wymiotny!

Łosoś po hawajsku Graala - nie warto

Łosoś po hawajsku Graala - nie warto

Drugi produkt, który już tak ostrych odruchów nie wywołuje (dałem radę spożyć całe) to Łosoś po hawajsku od Graala. Pamiętajcie – jeżeli tego typu produkt, to tylko „po meksykańsku” jest zjadliwy. Zgodnie z zasadą „zapłaciłeś to żryj” zmusiłem się i zjadłem całego hawajskiego łososia, ale Wam nie polecam zdecydowanie! Męczyłem się z nim…

Oczekiwałem jakiegoś smaku z ananasami czy kokosem, coś egzotycznego – może miałem podświadomie na myśli pizzę hawajską. A to było ledwo łososiowe i ledwo zjadliwe. Też nie polecam.

nowy iphone 4 w orange polska

nowy iphone 4 w orange polska

No nie jest tak źle! Jeżeli to nie błąd systemu, to w sklepie on-line Orange.pl widzę np. takie parametry umowy:

czas: 2 lata (24 miesiące),

abonament miesięczny (specjalny „iPhone”): 149 zł,

cena za telefon: 1049 zł (w salonie: 1349 zł).

Czyli – przy sensownym okresie umowy (dłuższe nie mają sensu, bo sprzęt się zbyt szybko starzeje moralnie) – jest to wysoka cena, ale jeszcze akceptowalna moim zdaniem.

Przy abonamencie Pantera 99 zł / mc i na dwa lata cena iPhone’a wynosi 1349 zł. Dla abonamentu 199 zł jest to 569 zł, a przy dłuższym okresie umowy: 1159 zł przy abonamencie 99 zł / mc – no i dobrze, że się nie opłaca, bo nie ma sensu tak długi okres umowy (powtarzam się!).

O ile to nie jest błąd sklepu Orange – to wreszcie widzimy sensowną ofertę. Nie liczyłem na takie kwoty – myślałem, że będzie sporo drożej. Gdybym nie kupił Samsunga Galaxy S (za 400 zł w promocji dla starego klienta, przy abonamencie 99 zł / mc na 2 lata) – to bym pewnie się teraz poważnie zastanawiał. Moje pierwsze pozytywne wrażenia z posiadania Galaxy S szybko zniknęły i ich miejsce zajęło rozczarowanie, że to jednak nie jest iPhone…

Muszę się zebrać i wreszcie wypunktować dlaczego nie warto kupować telefonu z Androidem jak się miało iPhone’a i było zadowolonym.