Archive for the ‘Wpis urlopowy’ Category

Dwie świnie na urlopie, a ze słońcem nie ma żartów

Dwie świnie na urlopie, a ze słońcem nie ma żartów

Od jakiegoś czasu jestem na urlopie… od dzisiaj bez dzieci (teściowie się zlitowali i przygarnęli).

Jednak postanowiłem ograniczyć tym razem wykorzystanie internetu ;-).

Zresztą w taką pogodę mam przegrzaną bańkę i tak bym nic „mądrego” (jak na swój poziom) nie napisał ;-).

Wesołego Alleluja dla wszystkich!

Reklamy

Tak było przedwczoraj:

zalana budka przedwczoraj

zalana budka przedwczoraj

a tak wczoraj:

zalana budka wczoraj

zalana budka wczoraj

Przedwczoraj:

przeciekający kanałek przedwczoraj

przeciekający kanałek przedwczoraj

Wczoraj:

wczoraj kanałek już nie przeciekał

wczoraj kanałek już nie przeciekał

Jak widać – jest już znacznie lepiej, choć wcale nie było źle i wypoczynkowi nic nie przeszkadzało cały czas – a wręcz przeciwnie!

Rozmawiałem z miejscowym – panem, który wozi po okolicznych wąwozach terenówką. Wg niego ludzie mają tu spore pretensje do mediów, że wypaczają obraz powodzi, robią tanią sensację i alarmują o zalewanym Kazimierzu pokazując okoliczną wieś oraz Janowiec. Podobno tak złego sezonu nie mieli od przynajmniej kilkunastu lat. A media pewnie zacierają ręce – bo oglądalność i klikalność przy „małej manipulacji” faktami skoczyła im do góry… Pieprzyć rzetelność!

My tymczasem już się spakowaliśmy i wyjeżdżamy – do Nałęczowa. W Kazimierzu jest bardzo fajnie, na mnie jednak to miasteczko nie robi najwyraźniej należytego wrażenia. Zbyt snobistyczne (choć teraz tego tak nie czuć, bo ludzi brak), przereklamowane itp. Wolę ciut inne klimaty o rzut beretem z Kazimierza ;-).

Dałem się wczoraj nabrać! Wiadomo, Kazimierz Dolny nad Wisłą – pożydowskie miasteczko. Myślałem, że to jakiś rabin laską w te schody stuknął (jak Mojżesz) i popłynęła z nich woda – czyli właśnie na cud liczyłem jako dobry omen rozpoczętego urlopu…

A potem ujrzałem takie coś.

Chemtrails nad Kazimierzem Dolnym

Chemtrails nad Kazimierzem Dolnym

Czyli klasyczna akcja – bo tam gdzie chemtrails, to potem powódź. I to wcale nie koniecznie od Wisły musi przyjść. Tu gdzie się zatrzymaliśmy – jest sporo wyżej niż wały, ale mimo to zalało im piwnicę. I jak tu w te spiski nie wierzyć? 😉

A na Wiśle w Kazimierzu wygląda to tak.

Zalana budka

Zalana budka

I jeszcze kanałek – nie dość że bliski przelania, to jeszcze przecieka. Z tego co zrozumiałem – to trafia do niego woda wypompowana z piwnic – bardzo dużo piwnic jest tu zalanych.

Przeciekający kanałek

Przeciekający kanałek

Aktualnie w Kazimierzu jest bardzo mało ludzi, nawet trudno tu dojechać, bo nie każda droga jest dostępna. Można powiedzieć, że to duża zaleta, bo nie ma tłumu. Jednak dla żyjących tu ludzi to raczej spory problem, nie dość że ich zalało i mają przez to straty, to jeszcze braki w turystach nie pozwolą im tak szybko odrobić tych strat.

A moim zdaniem teraz właśnie warto odwiedzić Kazimierz. Takiego Kazimierza nie zobaczycie co roku (oby nie!). I raczej nie jest to kwestia szukania taniej sensacji…

Urlop dzień pierwszy…

I od razu jesteśmy świadkami cudu.

Woda wypływa spod schodów w Willi Pod Basztą.

To znak, tu zanocujemy!

😉